W galerii „Patio" przez cały maj można oglądać wystawę prac uczennic prof. Barbary Szeptuch. Jedna z nich – Ola Pilipczukautorka „Rozmów terapeutycznych" jest absolwentką szkoły – studentką psychologii w warszawskiej Wyższej Szkole Psychologii Społecznej. Druga – Magda Pokrywka – autorka „Komiksów" jest uczennicą klasy III. Chociaż te rysunkowe prezentacje zajmują niewielką wystawową powierzchnię, to jednak przez swój mały format i niezwykle bogatą treść tworzą całkiem ciekawą ekspozycję. Rysunek jest jedną z podstawowych metod artystycznej wypowiedzi. Komiks Magdy to zaledwie fragment z jej 400 rysunków, które z ogromną pasją wykonuje od klasy I. Prace pokazywane na wystawie świadczą o dobrym opanowaniu warsztatu i o tym, że czerń i biel w zupełności wystarczą Magdzie aby wydobyć całe bogactwo fantastycznej treści. Komiks to spolszczone angielskie słowo comics, a właściwie comic strip – czyli dosłownie „długi wąski pasek", na którym w jednej linii umieszczano serię obrazów połączonych z tekstem. Taka sekwencyjna „historia obrazkowa" (albo zwyczajnie po polsku „dymek)" powinna być publikowana co najmniej w dwóch odcinkach (dwóch kadrach). Jako specyficzna, odrębna forma wydawnicza rozpowszechniła się wraz z XIX-wiecznym rozwojem prasy, a wyrosła po prostu z rysunku satyrycznego. Sama nazwa comics pojawiła się pierwszy raz w amerykańskiej codziennej prasie, w latach 20-tych ubiegłego stulecia. Formę paska  wyparły z czasem zeszyty (comics book), a czerń i biel - od połowy lat 70-tych ubiegłego wieku, wraz z rozwojem tej dziedziny sztuki - zaczął powoli zastępować kolor. Takie „graficzne" historie z komentarzem pojawiały się już bardzo wcześnie. W średniowieczu pochwalały na przykład bohaterskie czyny, czego dowodem jest chociażby Tkanina z Bayeux (uważana często za jeden z pierwszych komiksów). Ta specyficzna forma wypowiedzi (wkomponowanie tekstu w obraz) zyskiwała z czasem coraz większą popularność. Dziś komiksy awangardowe nie muszą już nawet posiadać tekstów, prowadząc narrację za pomocą grafiki , w tworzeniu której pomagają nowoczesne technologie. Tradycyjny, rzetelny rysunkowy warsztat pozostanie jednak na zawsze podstawą dobrej sztuki. O tym jak zarówno sztuka jak i nowoczesna technologia pomagają w codziennym życiu świadczą prace Oli Pilipczuk, która swoje „rozmówki terapeutyczne" chętnie umieszcza na Facebooku. Czy są one rzeczywiście terapią ? Sztuka stała się dla Oli wyjątkową terapią jeszcze w czasie artystycznej edukacji w Liceum Plastycznym. Jej realizacja dyplomowa „Wewnętrzna geometria", wykonana w 2014 roku w pracowni reklamy wizualnej jest do dziś eksponowana na jednej ze ścian w budynku szkoły. Czerń i biel prostych form wyrażały to, co czuła wówczas autorka, były wspomnieniem pewnej autoagresji i ostatecznym rozliczeniem się z tym niełatwym dla niej czasem życiowych poszukiwań. Dziś Ola nie wyobraża sobie życia bez sztuki i posługując się zwykle tabletem wyraża swoje uczucia za pomocą rysunku. Obserwuje, pokazuje mechanizmy, które „siedzą" w człowieku i mówi, że tworzy bo tego po prostu tak zwyczajnie potrzebuje. A przy tym – jako przyszły psycholog - lubi analizować, wnioskować i interpretować ludzkie emocje w jej rysunkach - o prostej, lapidarnej formie - bez trudu odnajdujemy ją samą (postać na rysunkach wydaje się być jej autoportretem). Kilka kresek, płaska plama, jakiś detal, gra słów, zwroty akcji, a na twarzy widza jakiś lekki uśmiech albo zaskoczenie ? Jest dużo szarości, jest też czerń, biel i są również „świetliste" akcenty , błękit, róż czy mocna czerwień. Te prace to swoisty – bardzo osobisty - komiks, może próba dialogu z zagubionym młodym odbiorcą. Niejeden odnajdzie tu samego siebie - „na huśtawce – jak w życiu" albo pośród „białych kłosów", bo na szczęście coraz mniej jest „tych czarnych i to chyba dobrze" - i dobrze też czasem tak po prostu wypowiedzieć „na głos" to, co się czuje.

                                                                                                                     oprac.  Izabela Winiewicz-Cybulska
                                                                                                                     fot. Barbara Szeptuch