kantor

Między iluzją a realnością” -                                                          
spotkanie z twórczością Tadeusza Kantora                   

    Spotkaliśmy się w zamojskiej Galerii BWA dokładnie w tym samym dniu, w którym dwadzieścia lat temu Tadeusz Kantor po raz ostatni opuścił Cricotecę. Zakończył swój „teatr życia” i spoczął ostatecznie - obok swej matki - na krakowskim Cmentarz Rakowickim - pod szkolną ławką z „Umarłej Klasy”, rekwizytu jednego ze spektakli, który urósł dziś do rangi symbolu Kantorowskiego Teatru Śmierci. Ale nie tylko ławka kojarzy się z tym wybitnym twórcą - ostatnim wielkim awangardzistą końca ubiegłego stulecia. Wielu kojarzy go z parasolem – poetyckim i metaforycznym ambalażem, którego nie mogło zabraknąć na naszym spotkaniu. „Przedmiot zdegradowany” - będący kompozycją reliefową autorstwa Adriany Gładysz, wykonaną w Pracowni Tkaniny u prof. Alicji Kowalskiej (2013), został specjalnie w tym dniu „wyeksponowany” w zamojskiej Galerii. Sztuka artysty potrafi nas inspirować.

    Dobiega końca rok ogłoszony przez UNESCO „Rokiem Kantora”. Minęła setna rocznica urodzin artysty – twórcy „realności najniższej rangi” i „miejsca biednego”.
W kalendarium jego życia rok 2015 jest naprawdę wyjątkowy. Dokładnie siedemdziesiąt lat temu krakowska Grupa Młodych Plastyków (wraz z Kantorem) zaprezentowała swoje prace na pierwszej powojennej wystawie zorganizowanej w siedzibie Związku Literatów przy ul. Krupniczej. Pięć lat później miał miejsce słynny warszawski „Arsenał” - Ogólnopolska Wystawa Młodej Plastyki oraz - uznana za bardziej radykalną niż „Arsenał” - krakowska wystawa „Dziewięciu” - artystów nieobecnych wcześniej na oficjalnych socrealistycznych pokazach. Kantor zaprezentował wtedy swe obrazy metaforyczne, ale powoli zajmował się już informelem Sześćdziesiąt lat temu – w 1955 roku - rozpoczął działalność teatr „Cricot”, a w 1965 roku Kantor zaprezentował swe pierwsze „parasole”. W grudniu tego roku minęło także pięćdziesiąt lat od momentu prezentacji pierwszego happeningu artysty, którym był „Cricotage” w warszawskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych. Kolejna okrągła rocznica to czterdziestopięciolecie słynnej hapeningowej kontestacji muzealnego miejsca, która przebiegała pod nazwą Multipart (warszawska Galeria Foksal) i dalej kolejne okrągłe daty – czterdziestolecie premiery „Umarłej Klasy” - a pięć lat potem – premiera „Wielopola”. Wyjątkowy zbieg okoliczności... a na pewno wyraźny sygnał, aby właśnie teraz obowiązkowo pochylić się nad twórczością tego wszechstronnego artysty. Trudno sprowadzić to do godzinnej prezentacji, ale z pewnością trzeba było prezentację tę przygotować tak aby wszyscy zrozumieli na czym polega fenomen twórcy, którego dzieło - zarówno w sposób malarski jak i teatralny - odzwierciedla prawdę naszych czasów, pokazując jednocześnie miejsce Kantora w obrębie ówczesnych światowych trendów. Odnosząc się do polskich realiów – historii i miejsc – autor spowodował, iż jego sztuka osiągnęła uniwersalny wymiar, a teatr dotarł do wszystkich kontynentów.

    Tadeusz Kantor urodził się 6 kwietnia 1915 roku w galicyjskim Wielopolu Skrzyńskim i tu wychowywał się „między plebanią a synagogą” - w klimacie religjnych obrzędów i ceremonii. Świat lęków i fobii zamknięty w wyobraźni dziecka, a jednoczesnie świat „umarły”, do którego nie można już wrócić, pojawia się wielokrotnie w twórczości artysty. Od Wielopola więc musiał rozpocząć się wykład, poprzez kolejne etapy twórczości, kończąc na fotografiach nowo otwartej Cricoteci (Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora na ul. Nadwiślańskiej). Tegoroczny Jubileusz artysty uczczono szczególną iluminacją budynku (miałam to szczęście, że 6 kwietnia b.r. mogłam to fotograficznie utrwalić). W wykładzie nie mogło zabraknąć „zamojskich” akcentów. Wspomniałam, że fragment scenografii z „Umarłej Klasy” mogliśmy obejrzeć przed laty w zamojskim BWA. Przypomniałam także, że w czerwcu 2005 roku - w ramach XXX Zamojskiego Lata Teatralnego - Tarnowski Teatr im. Ludwika Solskiego zaprezentował nam „Sceny z Umarłej Klasy” w reżyserii Krzysztofa Miklaszewskiego. Przedstawienie miało miejsce w kazamacie. Mieliśmy wtedy możliwość spotkania zarówno z dramatem wielkiego artysty jak i z aktorem, który u Kantora grywał („Umarła klasa”, „Nadobnisie i koczkodany”, „Gdzie są niegdysiejsze sniegi”). Krzysztof Milklaszewski – reżyser, dziennikarz, dokumentalista, krytyk i pisarz, spędził z wielkim artystą 15 lat – był nie tylko aktorem, lecz także bliskim współpracownikiem Kantora. Nazwisko Miklaszewskiego dużymi literami wpisało się w „Zamojskie Lato”. Aktor wielokrotnie prowadził tu bowiem warsztaty teatralne dla młodzieży.

    Tadeusz Kantor jawi się w naszej pamięci najczęściej na scenie, zwykle nienagannie ubrany w czarny garnitur i białą koszulę. Nerwowy chód i żywa gestykulacja Takiego artystę zobaczyliśmy na fotografiach Czesława Czaplińskiego, prezentowanych ostatniego lata w Zamojskim Salonie Letnim Galerii Stalowa. (Grodzka 15). Warszawska Galeria pokazała nam wystawę „Tadeusz Kantor in memoriam”, na którą złożyło się 16 fotogramów autrostwa wybitnego fotografa, dziennikarza i autora filmów dokumentalnych. Czapliński ma swoim koncie ponad 100 wystaw, a w ciągu 40 lat swojej pracy udało mu się sfotografować najbardziej znane osobistości ze świata kultury, polityki i biznesu . Z Kantorem spotkał się po raz pierwszy w Nowym Jorku, w maju 1982, w związku z wystawieniem w awangardowym Teatrze La MaMa sztuki „Wielopole, Wielopole”. Po trzech latach artyści spotkali się ponownie. Kantor wystawiał wówczas sztukę „Niech sczezną artyści”, a Czapliński miał tym razem możliwość zrobienia – jak powiedział - „zupełnie sensacyjnych zdjęć”, chodząc za Kantorem w czasie jego spektaklu. Wszyscy, którzy na przełomie maja i czerwca odwiedzili zamojski Showroom Galerii Stalowa przekonali się, że wystawa była rzeczywiście wyjątkowa i doskonale wpisała się w obchody Roku Kantora. Nasze spotkanie z artystą - w grudniowy wieczór 2015 - zakończyły fotografie, które wykonałam odwiedzając w tym roku grób artysty. Niestety, niebyło już na nim brązowego odlewu ławki
z chłopczykiem z „Umarłej Klasy”, właściwie pozostał tylko jej fragment – niczym smutny obraz „niezrozumienia” dzieła (mimo wszystko), a może raczej przykład „komercyjności” (której pozory artysta starał się stworzyć w jednej ze swych happeningowych akcji), przed którą nie chroni dziś nawet cmentarz.

                                                                                           Oprac. Izabela Winieicz-Cybulska

                                                                                                                                  

Kraków, Cmentarz Rakowicki – grób Tadeusza Kantora.
Łakwka z „Umarłej Klasy” kolejny raz pozostała pusta...,
wrzesień 2015.

Kraków, ul. Nadwiślańska 2-4 – Cricoteka – nowy budynek,
iluminacja w dniu setnych urodzin artysty
– fotografia wykonana wieczorem 6 kwietnia 2015 r.

Adriana Gładysz -„Przedmiot zdegradowany”, 2013
Pracownia Tkaniny prof. Alicji Kowalskiej.

Fotografie z wykładu w Galerii – Janusz Zimon