Absolwenci

.............................

kwartalnik6a

„Najpierw byłem uczniem profesora Mariana Kędry, później jego kolegą w pracy, oraz sąsiadem, ponieważ mieszkaliśmy przy tej samej ulicy. Profesor Kędra był artystą, pedagogiem, człowiekiem o bardzo pogodnym charakterze i stylu życia. Dowcipny i inteligentny. W zamojskim plastyku nauczał malarstwa, snycerki i ceramiki. Forma jego pracy, jako nauczyciela był „lekka", nigdy nie tworzył poczucia nieuzasadnionego stresu między nauczycielem a uczniem. Za te przymioty był uwielbiany przez młodzież plastyka."

                                                                                               Maciej Sęczawa, uczeń PLSP lata 80/90

„Profesora Mariana Kędrę wyróżniała niezwykła energia i poczucie humoru. Powie to chyba każdy kto go znał. Między innymi dzięki niemu naukę w murach zamojskiego „plastyka" zapamiętałam bardzo pozytywnie. Uczył mnie rysunku. Na jednych z zajęć, gdy naszym zadaniem było narysowanie kolejnej kompozycji owoców na tle tkaniny, ja postanowiłam zrobić portret Profesora siedzącego przy biurku.

Podczas korekty najpierw skarcił mnie za moją niesubordynację, a po chwili wskazał na portret mówiąc „Chcę to mieć! Oddam Ci za karton." Po raz ostatni widziałam się z Nim kilkanaście lat temu podczas przypadkowego spotkania na Dworcu Centralnym w Warszawie. Wracał z małżonką z „artystycznych" zakupów. Ja wracałam do domu po egzaminach na warszawską ASP. Zdanych. Po części dzięki Profesorowi... Dziękuję".

                                                                                              Małgorzata Maciejko, uczennica PLSP w 1. 1996-2000

!Niedawno, z ogromnym żalem, pożegnaliśmy prof. Mariana Kędrę, nauczyciela Liceum Plastycznego w Zamościu. Każdego z nas przepełnia zarówno gorycz utraty tak wspaniałej osoby, jak również nadzieja, że wspomnienia o profesorze, którymi jesteśmy wypełnieni przetrwają kolejne pokolenia, tym razem już bez jego obecności wśród nas.

Był pełen ciepła, oddania i życzliwości dla drugiej osoby. Był nauczycielem, który wykorzystując swą wiedzę dla potrzeb ucznia, kształtował przy tym jego charakter i budował wartość. Jego pasja do sztuki, rzemiosła i piękna profesji była dla nas wzorem, jak również źródłem inspiracji dla poszukiwania 

i stawiania sobie coraz to nowych wyzwań. Każdy, kto miał przyjemność poznać prof. Kędrę czuł, że traktowany jest wyjątkowo, bo na tym polegała magia osobowości, była to niewymowna łatwość w nawiązywaniu kontaktów między pokoleniami".

                                                                                             Berenika Knap, uczennica PLSP w 1. 1996-2001

„Profesor Marian Kędra był moim nauczycielem głównego przedmiotu przez 3 pierwsze lata liceum, w latach 2000-2003. Przez pewien okres mieliśmy też, oprócz ceramiki, zajęcia rysunku z profesorem. To były jego ostatnie lata w szkole i myślę, że był już wtedy trochę zmęczony, może nie samą pracą, ale tym, że na stare lata przyszło mu prowadzić pierwszoklasistów, ludzi mających po piętnaście lat - a człowiek w tym wieku jest wyjątkowym kretynem i, na dodatek, zupełnie się z tym nie kryje.

Gdy wspominam po latach, pierwsze co się nasuwa na myśl, to fakt, że profesora Kędrę wszyscy, bez wyjątku, lubiliśmy. Nawet uczniowie, którzy na innych przedmiotach mieli spore problemy - czy to z nauką, czy z zachowaniem, na jego zajęcia raczej uczęszczali, a w ich zachowaniu, pomimo luzu jaki panował, dało się wyczuć swoisty szacunek do profesora; szacunek nie wymuszony jego pozycją czy wiekiem, ale taki, który sobie wypracował poczuciem humoru, zachowaniem, podejściem.

Kiedy przychodziliśmy na zajęcia, na zwyczajowe „dzień dobry" zawsze miał jedną odpowiedź: „Eee, jaki on tam dobry". Później przeważnie narzekał, że jesteśmy leniwi i wszystkich obleje, a jak już nas ochrzanił, potrafił się na długo zamyślić i nucić - zazwyczaj też tylko jedną melodię: Przybądź nam miłościwa pani, ku pomocy/A wyrwij nas z potężnych nieprzyjaciół mocy. Tylko te dwa wersy, które nucił raz za razem, jak mantrę.

Ale jakim był profesorem miałem tak naprawdę okazję przekonać się podczas lekcji rysunku, kiedy dawał wskazówki, uczył analitycznego myślenia, starał się wpoić plastyczne spojrzenie na świat. Podczas pięciu lat nauki w liceum poznałem tylko dwóch profesorów, którzy obdarzeni byli aż tak niezwykłą intuicją, jeśli chodzi o ocenianie potencjału artystycznego uczniów. Jednym był ś. p. profesor Siwiłło, a drugim właśnie profesor Marian Kędra. Wystarczyło mu kilka minut i wiedział, na ile zdolny i wrażliwy jest jego uczeń; kiedy jest leniwy, a kiedy zwyczajnie brakuje mu talentu, profesor mawiał wtedy: „Ty się nadajesz do szkoły garmażeryjnej".

Profesor Kędra był też kobieciarzem, co dało się wyczuć podczas naszych rozmów. Wszystko jednak było stosowne, nie przejawiało się w tym, że próbował np. podrywać moje koleżanki, nie był jakimś zbereźnym staruszkiem, raczej dawało to obraz trochę zgorzkniałego, ale zawsze bon vivanta, człowieka, który kochał życie i umiał się bawić. Może stąd właśnie tak go lubiliśmy - nabuzowani hormonami nastolatko-wie i profesor Kędra, który w tej materii chyba też do końca nie wydoroślał i umiał z nami znaleźć wspólny język.

Często mówił o tym, że nie sypia już tak, jak kiedyś. Zasypiał wcześnie, potem budził się, nie spał kilka godzin i zasypiał znowu nad ranem. W tych przerwach pomiędzy snem czytał książki, nie wspominał jakie lektury leżały w sferze jego zainteresowań, raz tylko wspomniał, że wówczas, po nocach, czytał prozę Tomasza Manna. Nie trawił rapu i wieszczył, że ten gatunek wymrze, kiedy jego fani się zestarzeją. Nie cierpiał też współczesnej polskiej kinematografii, zwłaszcza „zaangażowanych" filmów pokroju „Cześć, Tereska", które uważał za szkaradne. Z rozrzewnieniem natomiast wspominał Zbigniewa Cybulskiego - niedomytego, niedoprasowanego, zawsze spóźnionego idola jego młodości, który wsiadał w biegu do tramwajów i pociągów.

Ciekawy też był system oceniania - kartka wyrwana z bloku, lista nazwisk napisana dużą czcionką, skreśloną ręką osoby pewnej siebie, a przy nazwiskach dziwne kropki, punkty. Chodziło o to, że mógł spokojnie zostawiać tę kartkę w szufladzie podczas swojej nieobecności, a żaden z nas nie umiałby dostawić sobie na niej niezasłużonej oceny. Czasem też było ostentacyjne stawianie kilku jedynek na raz przy jakimś nazwisku - za spóźnienie, nieobecność na zajęciach bądź lenistwo. Potem jednym pociągnięciem długopisu jedynki zamieniał w czwórki, dostawiając poziomą kreseczkę. Choć wszyscy wiedzieliśmy, że i tak liczą się tylko te tajemnicze kropki i punkciki".

                                                                                                  Paweł Gontarz, uczeń PLSP w 1. 2000-2005

                                                                                                                                              Zebrała Agnieszka Szykuła-Żygawska

 

......................................

    DSC 9701 Aranżacja Grobu Pańskiego i Ciemnicy w zamojskim kosciele Ojców Franciszkanów autorstwa Bogusława Bodesa z wykorzystaniem archiwalnych prac dyplomowych z Wystwiennictwa. >>>>zdjęcia<<<<

PLAKAT lalki synagoga

1 1

PLAKATwystawy-page-001

plakat makro2017

wystawa lalek

Bez nazwy

arch2017

plakat maciocha2017

 DSC2914

YWOLAN

plakat korytarz2016 

plakat wystawa

PLAKAT OLGA WALECZKO 02

poplener20163kl

plakat drony-01