Start „Uwalniamy kolor w Lubelskim”

„Uwalniamy kolor w Lubelskim”

            Zaraz po rozpoczęciu nowego roku szkolnego prof. Barbara Szeptuch zaproponowała wspólne oglądanie lubelskiej wystawy „Pankiewicz i po... Uwalnianie koloru”, do której zakończenia pozostało już niewiele dni. Nie można było przejść obojętnie wobec możliwości spotkania z płótnami polskich kolorystów zwłaszcza, że miejscem prezentacji tej wystawy jest Lublin – nie trzeba więc jechać do Poznania czy Warszawy, bo ilustracje do lekcji historii sztuki (właściwie do kilkugodzinnych zajęć) znalazły się niemal w zasięgu naszego wzroku. Dobrze się złożyło, że po ubiegłorocznym bliskim – muzealnym – kontakcie z dziełami romantyków i realistów z monachijskiego kręgu na wystawie „Egzotyczna Europa” w Muzeum Zamojskim, już 14 września 2016 – czyli u progu nowego roku szkolnego – mieliśmy możliwość ponownego spotkania z ciekawymi dziełami sztuki, chronologicznie późniejszymi od romantyków.

O prawdziwych fascynacjach moich uczniów – zarówno malarstwem od strony formalnej, ale też przede wszystkim od strony historycznej – przekonałam się już po raz kolejny. Prof. Barbara Szeptuch nie miała żadnego problemu z zebraniem grupy – co więcej, uczniowie bardzo aktywnie brali udział w poprowadzonym przeze mnie spotkaniu z Pankiewiczem, z malarstwem kręgu polskiego koloryzmu skonfrontowanym tu z awangardą – z abstrakcją i eksperymentami wizualnymi dzisiejszej sztuki.

Zanim opowiem o zapisanych „na gorąco” wrażeniach z tej wycieczki, słów kilka o samej ekspozycji. Wystawa „Pankiewicz i po... Uwalnianie koloru” w Muzeum Lubelskim (16.07 – 18.09.2016) zorganizowana została przede wszystkim w związku z 150. rocznicą urodzin wybitnego polskiego malarza, pochodzącego właśnie z Lublina. Pokazano zróżnicowany dorobek artysty, ilustrujący różne okresy jego twórczości – od fascynacji impresjonizmem i symbolizmem, po obrazy zapowiadające powstanie różnych odmian koloryzmu polskiego, zwłaszcza tego spod znaku kapistów. Wystawa dobrze pokazała trwałość tendencji kolorystycznej w polskiej sztuce i jednocześnie zróżnicowany obszar odniesień i reinterpretacji. Druga część ekspozycji, na której znalazły się prace m.in. L. Tarasewicza, J. Flicińskiego, J. Dobkowskiego czy T. Dominika cieszyła się jednak mniejszym zainteresowaniem naszych uczniów.
Wszyscy piszą o pozytywnych wrażeniach i doznaniach ciekawego i inspirującego wyjazdu. Mieliśmy okazję poznać czym jest kolor – mówi Weronika z klasy drugiej, a Agnieszka, czwartoklasistka, szczególnie podkreśla właśnie tę niespotykaną siłę barw dającą nieskończone możliwości tematyczne. Martwa natura zdaniem Weroniki – choć temat niby błahy, przedstawiany jest tu za każdym razem inaczej, równie ciekawie i indywidualnie. Oprócz martwej natury tematem wiodącym był pejzaż; nie zabrakło też portretów. Wielu uczniów zwróciło uwagę przede wszystkim na dzieła Józefa Pankiewicza – na ich ilość i jakość, którą tak naprawdę można ocenić jedynie w zetknięciu z oryginalnym dziełem, a nie na podstawie albumów i reprodukcji. I choć nie było tu „Targu” – ani tego paryskiego „na kwiaty”, ani warszawskiego „na jarzyny”, Ania z klasy czwartej mówi, że Pankiewicz ją wręcz zaskoczył, bo chyba nie zdawała sobie do końca sprawy z ewolucji, jaką przechodziło jego malarstwo. Zarzucano artyście, że zbyt często się zmieniał – zatem jego podlegająca ciągłej przemianie sztuka mogła zatracić w końcu swe własne oblicze. Julka z klasy czwartej zauważyła, że „Portret Wojciecha Biesiadeckiego” to obraz, który przyciąga uwagę nie tylko rozmiarami (15 x 90 cm), ale przede wszystkim sposobem ukazania postaci, która wydaje się czekać na „odbiorcę” i zapraszać nas do zwiedzania dalszej części ekspozycji. Zafascynowana też „Anemonami” z Muzeum Narodowego w Poznaniu stwierdza, że bardziej niż właściwe elementy tworzące tę nie tylko tę pełną uroku martwą naturę, podoba jej się sposób malowania tkaniny przykrywającej stół. Dla Diany – drugoklasistki - niesamowity jest ”Parku w Duboju” (z Muzeum Narodowego w Warszawie) - spowity tajemniczą mgłą - zagadkowy, symboliczny, bo każda osoba może dostrzec tu coś innego.

Zainteresowanie wzbudziły także obrazy Jana Cybisa. Na nie szczególnie zwróciła uwagę czwartoklasistka Kinga: gdy patrzyłam na to malarstwo z bliska nie dostrzegłam nic prócz grubo nałożonej farby, ale gdy odeszłam od obrazu barwy połączyły się tak że pojedyncze elementy na obrazie zaczęły tworzyć interesującą całość (…) Dzięki tej wystawie mam teraz ochotę na dalsze rozmyślanie nad malarstwem kapistów” – dodaje. Jej koleżanka Gabrysia też ceni Cybisa, za jego – jak mówi – odwagę w malarstwie, urzeka ją też ciepły, pogodny klimat obrazów jego żony – Hanny Rudzkiej-Cybisowej. Zwyczajnie fantastyczną nazwał kolorystykę płócien obojga Cybisów Dominik, kolega Kingi i Gabrysi. Gabrysia podziwiała również szczególną ekspresję dzieł Artura Nachta-Samborskiego wynikającą między innymi ze sposobu kadrowania. Eliasz z klasy drugiej mówi z kolei, że są one inteligentnie przeprowadzoną syntezą martwej natury. Naszych uczniów fascynuje też Waliszewski czy znacznie odbiegający od pozostałych malarzy Potworowski. Niektórzy – Stanisław z klasy czwartej i Diana z klasy drugiej – wprawdzie zainteresowani kapistami, stwierdzili, że najbardziej jednak podobał im się obraz Jana Matejki „Unia lubelska”, obok którego w lubelskim Muzeum nie da się przejść obojętnie. Gabrysia i Michał z klasy drugiej, którzy w lekcji muzealnej wraz ze mną uczestniczą już po raz kolejny, podkreślają wagę bezpośredniego kontaktu z dziełem sztuki, które możemy tu dokładnie przeanalizować i poczuć przy okazji ten niepowtarzalny muzealny klimat, jakby przesycony zapachem werniksu, terpentyny, farby i starych płócien. Koloryści polscy, których – zgodnie z programem nauczania historii sztuki – uczniowie poznają dopiero w połowie edukacji w klasie IV, wielu z nich zachwycili już teraz, w klasie drugiej. Gabrysia dodaje, że w każdym dziele jest coś oryginalnego, inspirującego i niepowtarzalnego, coś, co pozwala wracać myślami do obrazów, by podziwiać je wciąż od nowa – od ogółu do szczegółu. A jej koleżanka Aneta stwierdza z powagą, że nasi malarze od zawsze potrafili tworzyć piękne dzieła – wystawa utwierdziła ją w tym przekonaniu.

Druga część ekspozycji, pokazująca wieloraką interpretację kapistowskiego koloryzmu przez artystów współczesnych, nie wywarła większego wrażenia, choć była ciekawą próbą interpretacji i zrozumienia tego nurtu z perspektywy dzisiejszego dnia.

To był bardzo udany dzień – podsumowuje Weronika kończąc swą krótką recenzję emotikonem uśmiechu – i takich uśmiechów nie brakowało, gdy wspólnie spędzaliśmy ten czas, za krótki dla prawdziwego spotkania ze sztuką.

                                                     Tekst: Izabela Winiewicz-Cybulska
                                                    
Fotografie: Dominik Rogala, Izabela Winiewicz-Cybulska

portret kobiet1

1wystawa w PATIO2

1PORTRERT

1

annaA

wycinki

kalendarz

RZEXBAAAA

PLAKAT lalki synagoga

1 1

PLAKATwystawy-page-001

plakat makro2017

wystawa lalek

Bez nazwy

arch2017

plakat maciocha2017

 DSC2914

YWOLAN

plakat korytarz2016

plakat wystawa

PLAKAT OLGA WALECZKO 02

poplener20163kl

plakat drony-01