.............................

kwartalnik1a

 Snycerstwo rzeźba czy rzemiosło?

    Liceum Plastyczne w Zamościu rozpoczęło siedemdziesiąty rok swojej działalności. O obecności szkoły w zamojskim pejzażu kulturalnym warto mówić zawsze, i to nie tylko z okazji okrągłych rocznic, bo jest to szkoła naprawdę wyjątkowa. Można powiedzieć, że zamojski plastyk widać na co dzień. I nie chodzi tu tylko o obecność uczniów w artystycznych plenerach, charakterystycznych dla pejzażu naszego miasta. Młodzież ze szkoły plastycznej zawsze wyróżniała się niekonwencjonalnym wyglądem i tak pozostało do dziś, choć wygląd ten - jako czytelna manifestacja twórczej swobody - może być dla niektórych kontrowersyjny. Ale sztuka łamie przecież wielokrotnie wszelkie granice, nawet te w sferze ubioru czy uczesania. O szkole jest chyba jednak najgłośniej na wiosnę -w czasie egzaminów dyplomowych, gdy rezultaty kilkuletniego artystycznego kształcenia wszyscy zainteresowani mogą obejrzeć na wystawach podyplomowych, organizowanych najczęściej w galerii miejskiej, a czasem nawet w różnych innych punktach miasta. O ostatnim dyplomie realizowanym w pracowni reklamy wizualnej pisałam w poprzednim Kwartalniku. Warto zajrzeć też do innych pracowni, a zwłaszcza do tej najstarszej - pracowni snycerstwa.

    Snycerstwo to sztuka rzeźbienia w drewnie. Pokrewny termin „snycerka" dotyczy głównie twórczości artystycznej o bardziej rzemieślniczym charakterze, w wyniku której powstają przede wszystkim elementy mebli lub wyposażenia wnętrz. Snycerz to popularnie rzemieślnik albo artysta specjalizujący się w rzeźbie w drewnie. Snycerstwo przez wielu utożsamiane jest ze stolarstwem artystycznym, dla innych to po prostu fach, który polega na zdobieniu mebli i elementów architektonicznych. Na pewno są to działania między rzeźbą a sztuką użytkową, które znane były podobno - jak podają encyklopedie - już w czasach prehistorycznych. W dziejach rzeźby - jako dyscypliny sztuk plastycznych - była to jedna z przodujących gałęzi sztuki. Wszyscy znamy piękne Madonny, gotyckie krucyfiksy czy rzeźbione poliptyki, jak chociażby pentaptyk Wita Stwosza. W renesansie popularność snycerstwa spadła (rozpowszechniła się rzeźba w kamieniu), a ponowny jego rozwój nastąpił w okresie baroku, gdy snycerze zajmowali się wyposażaniem wnętrz kościołów, rzeźbiąc bogate w figury ołtarze, ambony, stalle czy konfesjonały, które zaczęły pojawiać się po soborze trydenckim. Z czasem z drewna zaczęto produkować inne, nawet drobniejsze, ale za to bardzo dekoracyjne przedmioty, jak chociażby ramy do luster z wijącą się secesyjną linią.  

kwartalnik2a

Snycerstwo artystyczne jako jedna ze szkolnych specjalizacji funkcjonowało w szkole niemal od samego początku, w ramach tzw. form użytkowych. Ostatnio specjalizacja ta, nieprzerwanie obecna w procesie artystycznego kształcenia, przeszła do form rzeźbiarskich.

 

Przeglądam programy nauczania sprzed czterdziestu lat, gdy w naszej szkole w ramach snycerstwa zaczęto wykonywać pierwsze meble.' Specjalnie przygotowane, odkorowane drewno sprowadzano wówczas z Chajnówki. Był to jasny i ciemny mahoń, palisander, orzech turecki i włoski oraz wykorzystywane powszechnie i dziś wiązy, czereśnie, grusze i jabłonie. Celem nauczania było zawsze „rozwijanie wrażliwości artystycznej, zdolności konstrukcyjnego myślenia i wyobraźni przestrzennej przez koncepcyjne i warsztatowe wykonanie prac w różnych materiałach" (w tym w drewnie). W ramach przedmiotu „technologia", którego nie ma już w dzisiejszym programie nauczania, rozwijano z kolei „umiejętności w obróbce technicznej", zapoznawano z różnymi gatunkami drewna, zakładano również naukę technik zdobniczych, takich jak intarsja czy inkrustacja.

 kwartalnik3a

Jednocześnie wdrażano uczniów do pracy przy maszynach do obróbki drewna. Wśród tematów zajęć (realizowanych wówczas w pięcioletnim cyklu nauczania) odnajdujemy „ramy, rozety, detale wnętrzarskie, patery, kasetki, świeczniki" czy nawet „regionalne pamiątki". Założeniem metodycznym dawnego programu form użytkowych było „integrowanie zagadnień plastycznych z ćwiczeniami praktycznymi", co sprzyjać miało rozwijaniu umiejętności zarówno technicznych, jak i plastycznych, przy jednoczesnym „rozwijaniu wrażliwości na piękno". Sztandar Lud w lutym 1978 r. tak pisał o szkole: Eksponowane w szkolnym archiwum prace, m.in. piękne rzeźbione stoliki, krzesła, barki, drewniane, metalowe i ceramiczne świeczniki, oryginalne ramy do luster i wiele innych przedmiotów użytkowych, z których każdy chciałoby się mieć w domu - nasuwają refleksję: dlaczego nie możemy tego wszystkiego kupić w sklepach pamiątkarskich? (...). Szkoła uczyła i uczy nadal dobrego rzemiosła, bo dawnej, tak jak i dziś, absolwent liceum opuszcza mury przy Pereca nie tylko z dyplomem, ale przede wszystkim ze zdobytym zawodem, który dyplom ten poświadcza. Od pamiątkarstwa poczynając, poprzez meble i inne formy użytkowe, wraz z upływającym czasem i zmieniającą się rzeczywistością, z którą zmieniają się też upodobania, doszliśmy dziś do różnorodnych realizacji, będących jednak bardziej rzeźbami niż rzemiosłem. Punkty w programach dzisiejszego kształcenia, choć brzmią inaczej, nadal podkreślają naukę twórczego myślenia i uwrażliwianie na piękno. Nie zrezygnowano z dawnych tematów (zadań), choć podchodzi się do nich dziś inaczej. Do archiwum szkolnego nadal od czasu do czasu trafiają okazałe meble, realizowane w ramach snycerskiego dyplomu. Obok tych pierwszych (m.in. rzetelnie wykonanych kopii), powstałych pod okiem nauczyciela zawodu Stanisława Kozłowskiego - twórcy szkolnych warsztatów, oglądać dziś można zupełnie nowatorskie rozwiązania, w których zacierają się granice pomiędzy rzeźbą a sztuką użytkową. Jeśli tematem pracy dyplomowej jest dziś krzesło -= tak jak w przypadku ostatniego dyplomu realizowanego w pracowni Tomasza Bełecha - trudno o jednoznaczny efekt. Czy będzie to rzeczywiście typowy mebel do siedzenia wykonany z drewna? Zanim powstanie projekt, jego autorka - Joanna Włoszczuk - snuje refleksje na temat granicy pomiędzy rzeźbą a meblem. Idealna, płynna forma - wymyślona przez Joasię - z wyraźną, czystą strukturą lipowego drewna staje się powoli zbiorem płaszczyzn, które uzupełniając się, wzajemnie na siebie oddziaływają. Przenikają się linie obłe, zaokrąglone i proste. Masyw części dolnej z siedziskiem przechodzi w smukłość i lekkość oparcia. Praca nad meblem skłania autorkę do refleksji nad osobowością człowieka - jej zmiennością, przeciwnością i wzajemnymi uzupełnieniami, a kontrasty kształtów mebla to poszukiwanie harmonii pomiędzy sobą a otaczającym światem. Rezultat może być dla wielu zaskoczeniem, bo w efekcie nie jest to zwykłe krzesło (il. 1, 2 i 3). Realizacje dyplomowe, podsumowujące czteroletni okres kształcenia w zakresie snycerstwa, choć przestają być przedmiotami użytkowymi, zawsze odzwierciedlają emocje ich twórców, a odbiorców skłaniają do refleksji. Tak było w przypadku pracy nazwanej przez jej autorkę Dominikę Ziomek po prostu „Przeszkody". „Skupiam się na kilku złych emocjach, które  są dla mnie głównymi przeszkodami do osiągnięcia sukcesu w dążeniu do szczęścia" - mówi Dominika. Motywem przewodnim jest maska. Pośród twórczych inspiracji odnajdujemy maski z obrazów Ensora, Muncha czy Beksińskiego. Cała praca jest kompozycją przestrzenną, której wysokość nie przekracza jednego metra. Do jej wykonania użyto 25 kawałków drewna różnych gatunków, z których zrobiono cztery maski, dużą skrzynię z szufladą i małą skrzynkę z wypolerowaną miedzianą blaszką. Niełatwo to sobie wyobrazić, zwłaszcza że spoglądając na rysunek kolorystyczny całej pracy, w obrazie bryły rozpoznajemy kształt suchego lisia klonu - zdeformowanego, o nieregularnym kształcie. Maska kojarzy się zwykle z teatrem. Można więc pozostać przy przekonaniu, że teatrem jest całe nasze życie. Każdej masce można przypisać też inne emocje, odczuwane przez nas na własny sposób. Maska ukrywa to, co złe. Dominika pokazuje nam te maski, o których mówi, że nie warto ich nakładać. Jedna z nich - umieszczona w zamknięciu - w symboliczny sposób ukazuje wewnętrzną walkę, jaką człowiek toczy z samym sobą. „Maska to próba oderwania się od zła. Od nas samych zależy, czy oderwiemy się od niego, pokonamy własne »przeszkody«, wyrwiemy się z zamętu, czy ulegając złu, które tkwi gdzieś w nas, w zamęcie tym się zatopimy. Spójrzmy w siebie" - zachęca nas Dominika. Zaglądając do jej szuflady, w wypolerowanej blaszce - oprócz maski - dostrzeżemy własne odbicie.

    „Tolerancja" to temat kolejnej realizacji dyplomowej. Jak to abstrakcyjne i - zdaniem autora - względne pojęcie zamknąć w drewnianej strukturze materiału? Wyjaśniając nam swoje inspiracje Michał Borysz mówi o wolności osobistej i szacunku dla bliźniego. Tolerancja jest według niego sztuką i umiejętnością interpretacji poglądów innych niż nasze własne. Jest akceptacją tego, na co czasem trudno jest się nam zgodzić, chociaż przecież szanujemy każdą odmienność. Praca Michała jest kompozycją składającą się z trzech rzeźb stworzonych w oparciu o konstruktywistyczne pomysły. Każda zawiera w sobie inną ekspresję estetyczną, wynikającą z zastosowanego koloru. Trzy figurki to uproszczone postacie ludzkie, zainspirowane duńską marką Lego. Klocki wykreowały specyfikę charakteru autora. Sentymentalny powrót do zabaw czasów dzieciństwa. Zabawa w dom, budowanie nowych konstrukcji powoli kształtowały wyobraźnię, rozwijały wrażliwość na sztukę młodego człowieka. Lecz w tym przypadku nie chodzi o faktyczną zabawę, a o wyraz metafory, obraz refleksji nad stosunkiem tolerujących do tolerowanych - od dziecięcej imaginacji począwszy, po racjonalne wnioski sugerujące poznawanie „inności" w drodze ku poznaniu i rozwojowi własnej tolerancji. Dlaczego uczniowie wybierają tak skomplikowane tematy? Młodzi ludzie mają swoją własną, czasem bardzo głęboko ukrytą wrażliwość. Wyraźniej odczuwają nie tylko to, co dzieje w ich własnej psychice, ale i na zewnątrz, w otaczającym świecie. A sztuka jest przecież zawsze dialogiem z rzeczywistością. Właśnie teraz, mówiąc tym specyficznym językiem sztuki, mogą sami uczestniczyć w tym dialogu. Chciałoby się  niewielkich elementów połączonych kołkami (il. 4, 5 i 6).kwartalnik4a

    „Dyplom 2014" realizowany był w dwóch pracowniach snycerskich, prowadzonych przez nauczycieli, którzy sami są absolwentami zamojskiego plastyka. „Lunatyk" powstał w pracowni Wojciecha Duklewskiego. Ta realizacja wydaje się potwierdzać fakt, iż natura zawsze jednak pozostanie źródłem inspiracji. Wyobraźnię Olgi Waleczko pobudziły ślady na piasku znikające wraz z nadchodzącą falą. Znikają one tak jak nasze sny. Sen wprowadza nas w nieznane strefy naszej świadomości (raczej podświadomości) i pozostaje niepewną drogą, na której odnajdujemy wiele pytań. Ale sen to przede wszystkim wyciszenie, odpoczynek albo też lunatykowanie, czyli swoiste zawieszenie świadomości. Bardzo często mamy wrażenie, że wahamy się gdzieś między rzeczywistością a snem —jak na huśtawce, takiej, jaką Olga pamięta z czasów dzieciństwa. Ale huśtawką jest przecież całe nasze życie. Autorka huśta się więc gdzieś pomiędzy snem i rzeczywistością i prezentuje nam instalację, w której płaskorzeźbę łączy pomysłowo z formą przestrzenną. Z sześciu drewnianych elementów konstruuje schody i wykorzystując motyw odciśniętej stopy, łączy w całość trzy formy rzeźbiarskie: ażur oraz wypukłą i wklęsłą płaskorzeźbę.

     Prace realizowane w naszych pracowniach budzą nie tylko zachwyt, ale i zainteresowanie. Z „użytkowych" przekształcają się powoli w obiekty wystawiennicze, dekoracyjne, a nawet scenograficzne, o czym można się przekonać uczestnicząc w tym, co w naszym mieście w różnych miejscach się dzieje (np. „Ulica Poetycka", „Spotkania z fantastyką", „Święci" albo „Anielski Dzień Dziecka" w kościele św. Katarzyny). Ale nadal tworzy się też rzeczy użyteczne — funkcjonalne, i udaje się to z powodzeniem, nawet jeśli dyplom jest odbiciem zarówno osobowości, jak i zainteresowań twórcy. Dowodem tego są fajki, do wykonania których autor potrzebował rzetelnej, profesjonalnej wiedzy. Cytując Einsteina: „Fajka jest fontanną kontemplacji, źródłem przyjemności, towarzyszem mędrca, a człowiek, który ją pali, myśli jak filozof i postępuje jak samarytanin" i opisując realizację swej pracy Paweł Jasielski udowodnił, że o fajkach wie niemal wszystko. Mogło się wydawać, że zna wszystkie typy fajek, najlepszych światowych producentów, uznane modele, zarówno te dawne, jak i współczesne, i co najważniejsze — fajki potrafi teraz sam „produkować". Swoje „lulki" (bo takiej nazwy używał) wykonał niezwykle precyzyjnie, wykorzystując drewno lipowe, jasny i ciemny orzech turecki oraz mahoń. Każda z trzech designerskich fajek spoczęła w wyścielonym aksamitem specjalnym pudełku, zrobionym z gatunku drewna odpowiadającego danej „lulce". Firma „jasielski" ma już nawet swoje logo, a jej pomysłodawca — można powiedzieć — fach w kieszeni. Jedno jest więc pewne — bez względu na to, jaka będzie ta ostatnia szkolna dyplomowa realizacja, absolwenci Liceum Plastycznego — nauczeni tu twórczego myślenia — mają już swój upragniony zawód, a z czasem znajdą zapewne dla siebie odpowiednie miejsce.

 

 Przypisy:

1. Program Nauczania Liceum Sztuk Plastycznych — Formy Użytkowe. Zajęcia praktyczne, Rysunek zawodowy, Technologia, Ministerstwo Kultury i Sztuki - Zarząd Szkól Artystycznych, Warszawa 1973. Program udostępnił mi prof. Bogusław Bodes, który jest jednym z jego współautorów.

                                                                                                               Izabela Winiewicz-Cybulska

 

PLAKAT lalki synagoga

1 1

PLAKATwystawy-page-001

plakat makro2017

wystawa lalek

Bez nazwy

arch2017

plakat maciocha2017

 DSC2914

YWOLAN

plakat korytarz2016 

plakat wystawa

PLAKAT OLGA WALECZKO 02

poplener20163kl

plakat drony-01